Zmiany blogowe

Tagi

Witam, witam…

U mnie małe zawirowania… Postanowiłam przenieść bloga na blogspota, jakoś wydaje mi się przyjaźniejszy;) Walczyłam z tym od dłuższego czasu, teraz jeszcze muszę nauczyć się obsługi i może w końcu będzie dobrze:) nowy adres http://handmadebymp.blogspot.com/ 

Nazbierało się także  zamówień… lalka-dla Franciszka-„Franciszek”, sukienusia taka, którą uszyłam dla Zuzi i biały anioł.. Troszkę z tym wszystkim przez weekend utknęłam w miejscu:( Co prawda z „Frankiem szło mi całkiem nieźle…Lecz jak to bywa, moje dziecko musiało pokiereszować cały tryb pracy;) Postanowiło po raz kolejny pobawić się w kaskadera…. Tyle, że tym razem upadek był bolesny i skończyło się na złamanym obojczyku…:/ Także od 3 dni jeździmy po lekarzach, jeszcze jutro czeka nas wizyta u chirurga i musimy umówić kolejny termin do innego specjalisty. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo skończę w psychiatryku albo na kardiologii 😉 Zawał przed 30-stką murowany, a już niewiele do 3- dyszek mi zostało..

Natomiast na domiar złego moja uparta kaskaderka nie odpuszcza, dalej włazi gdzie popadnie, muszę chodzić za nią krok w krok, żeby nie poprawiła złamania.. Nauczkę miała tylko na jeden dzień, bo przestraszyła się szpitala. No, ale że w szpitalu nie było tak źle, więc chyba teraz już niczego się nie boi…Uff, chyba muszę sobie ją przywiązać do nogi 😉

Właśnie wybiera się na spacer i ani myśli na mnie czekać. wrrrr

Nie ma co, trzeba kończyć pisanie, może jak wrócimy ze spaceru się troszkę uspokoi..

Miło mi będzie jeśli  napiszecie w komentarzach, jak wygląda nowy blog, co mogę tutaj zmienić, dodać, odjąć? Udało mi się importować „starego” bloga, ale niestety zdjęcia jakoś dziwnie wyglądają..:/ Muszę chyba nad tym jakoś popracować.

To ja zmykam, pokarzę wam jeszcze moje wcześniejsze lalcie, które już mają swój domek:)

Uciekam do następnego razu:) Może poznacie Franka:)

 

 

Biały anioł -siostry i Tildy przytulanki siostrzenic:)

ObrazekObrazekObrazek

Reklamy

Z życia wzięte

Tagi

Witam Was po szybkim restarcie i krótkim kryzysie szyciowo-życiowo-blogowym;)

Po moich przemyśleniach i ostatnich wydarzeniach stwierdzam, że szycie zejdzie na dalszy plan. Oczywiście przestawać szyć nie zamierzam, ale myślę trochę przystopować. Właściwie jak  nazwa bloga wskazuje zakładam go po to, aby dzielić się z Wami moimi doświadczeniami z „emigracji”, a tutaj troszkę zapędziłam się z moimi „uszytkami”. Nie ukrywam,że po publikacji na szerszą skalę moich „uszyć” chciałam iść za ciosem i spróbować co z tego wszystkiego wyjdzie i dochodzę do wniosku, że w chwili obecnej nie ma sensu wyrywać włosów z głowy, wszystko przyjdzie z czasem;) Tak, więc będę szyć hobbistycznie i na zamówienie;) 

Tymczasem wracam na ziemię:) Wczoraj Zuzanka dostała z przedszkola list-zaproszenie dla nowych dzieci na spotkanie integracyjne:) To znak, że ponownie wielkimi krokami zbliża się ten okres, który „przewróci” nasze życie do góry nogami;) Może ktoś sobie pomyśli, że przesadzam, ale w naszym położeniu to dosłownie tak wygląda. W ubiegłym roku miałyśmy próbę z przedszkolem i wszystko zapowiadało się całkiem fajnie a skończyło na 3 tygodniowej walce…:( Później doszło do tego wiele innych czynników ;niekończąca się choroba Zuzi, aż do grudnia! Co tygodniowe wizyty u lekarza; w grudniu przeprowadzka do nowego domu.

Po tych wszystkich doświadczeniach mam sceptyczne nastawienie do przedszkola i wolałabym zostać matką polką” kurą domową”, aby uchronić dziecko. No, ale niestety nie na tym życie polega, aby cały czas chronić swoje dzieci:( Tym bardziej w dzisiejszych okrutnych czasach.. Im wcześniej dziecko wyjdzie z domu  i poczuje „rzeczywistego świata” będzie mu łatwiej w życiu… Ha, ale mam wytłumaczenie. A tak serio to ja sama chciałabym już w końcu wyjść z tego domu -do ludzi!- Nie dlatego,że mi źle i mi się nudzi, ale po to żeby nauczyć się w końcu języka… Tak, ktoś sobie teraz pomyśli, jak to możliwe siedzi 2 lata za granicą, a nie zna języka?! Tak właśnie jest  to możliwe i nie jestem tego jedynym przykładem…niestety…. 

Matki  z małymi dziećmi wyjeżdżające z Polski właśnie mają tego typu problemy. Nowa rzeczywistość okazuje się bardzo drastyczna. Przede wszystkim, przeważnie nie mają bliskich osób, które w razie potrzeby zajmą się dziećmi. A tych sytuacji” w razie potrzeby” jest naprawdę dużo…Jedną z nich jest właśnie nauka języka.. Ktoś powie ucz się sama w domu…Proszę samemu spróbować na ile to zda egzamin? Owszem nauka nauką, ale jeśli w domu i na co dzień rozmawia się tylko w ojczystym języku i nie ma się kontaktu z obcokrajowcami tzn tubylcami jest to prawie niemożliwe. Właściwie wszystko co się uczy, a się tego nie utrwala szybko wylatuje z głowy.

Zatem jaki jest sens siedzieć i wkuwać coś na pamięć? Z czasem człowiek traci całą motywację i chęć do nauki.. No to znowu ktoś powie wyjdź z domu! Proszę bardzo wychodzę z domu, i co teraz? Mam zaczepiać ludzi na ulicy?-ej pogadaj ze mną, bo muszę nauczyć się języka.. Idź do sklepu… idę, robię zakupy dochodzę do kasy, płacę, jedyne słowa,których używam-„proszę”, „dziękuję”, „miłego dnia”, „wzajemnie”, „cześć”. Dużo , co? A teraz idź na plac zabaw. Idę ciągnę dziecko przez 15 minut, żeby tam dojść, wchodzę i co widzę? Pusto! Idę o innej porze dnia, i co znowu widzę? Jest w końcu parę osób. I tutaj radość, w myślach, w końcu sobie z kimś porozmawiam..:) Przechodzę w koło placu, rozglądam się nasłuchuję i co słyszę? Turecki? he nie wiem, nie znam, ale na pewno to nie niemiecki. Hymm nasłuchuję dalej… Jest ktoś, mówi po niemiecku! To 2 rodziców z jednym dzieckiem, którzy nie opuszczają go na chwilę.. I tak za każdym razem przez ponad rok! No i teraz weź człowieku bądź mądry zadzwoń lub napisz do urzędu w jakiejś sprawie.. Nie da się, po prostu się nie da. 

Ktoś inny powie idź na kurs, proszę bardzo zapisuję się na kurs, dziecko wysyłam do przedszkola. Radość niemiłosierna, że w końcu się uda! Spotkanie na kursie fajne, można się w końcu odezwać, byle jak, ale gadać. No i co znowu? Dziecku nie jest po drodze z przedszkolem, osoby, która by się nim zajęła na 100% brak! Natomiast kursu z udziałem dzieci nie organizują w naszej okolicy, albo dowiaduję się o tym po czasie. Wracamy do punktu wyjścia…Koło się zamyka..

Przeprowadzam się do nowego otoczenia. Pierwsze wrażenie, sąsiedzi fajni, rozmowni, w końcu będę miała z kim porozmawiać:) Jednak rzeczywistość sprowadza na ziemię, każdy ma swoje prywatne życie i nikomu nie jest po drodze z dukającą po niemiecku sąsiadką…Zatem znowu wychodzę z dzieckiem pod rękę „na wiochę”, może znajdzie się ktoś chętny do rozmowy? Takowego brak. Nie poddaję się jadę do „wiochy” obok na plac zabaw.  Po raz pierwszy, oczywiście dzieci brak. Po raz drugi i kolejny, dzieci holenderskie, ich język dla mnie to już całkiem czarna magia…Pozostają sąsiedzi Polacy, którzy mają troszkę więcej czasu;)

hehe Koło wciąż zamknięte…Zatem już niedługo mam nadzieję, na „otwarcie” tego koła, miejmy nadzieję, że tym razem się uda:)

No a teraz taka mała rada dla tych, którzy chcą wyjechać za granicę i mają dzieci. Korzystajcie z tego co macie na miejscu, chociaż 2 razy w tygodniu intensywnego rozmawiania w obcym języku, to już jest naprawdę dużo. Realia są takie, jak już wyjedziesz i zostaniesz z dzieckiem sama w domu, mleko wylane, to g*no prawda, że języka nauczysz się na miejscu. Może i tak, ale ile z tym kombinacji i ile przy tym stracisz czasu;) Wiem po swoim doświadczeniu;)

łohoho, ale wyszedł elaborat;) Miłego czytania i myślenia:) Uciekam do moich przyziemnych obowiązków. Obiad ugotować czas…

Do następnego razu, żegnam Was:)

 

 

Sukienka z lalką

Tagi

, ,

Witam po weekendowej przerwie. Tak jak myślałam weekend był długi i męczący, dobrze, że już się skończył;) Na odreagowanie stresów weekendowych musiałam coś uszyć, żeby się zrelaksować;) Interes lalkowy słabo się kręci a nie chcę zawalać domu lalkami, więc dzisiaj postanowiłam uszyć ubranie. Muszę zużyć tkaniny, które nagromadziły mi się w chwili ekstazy zakupowej;)

Oczywiście motyw lalkowy pozostaje:) Pierwszym eksperymentalnym jest sukienka dla Zuzi. Córcia ma „fazę” małej księżniczki, więc sukienka na każdy dzień musi być inna;) Oczywiście każdy musi się przy tym zachwycać, jaka piękna dama…Zatem dzisiejsza jest projektem Zuzi:) Zrobiłam bardzo prosty wykrój, żeby szybką ją uszyć, bo na samą wiadomość o sukience, Zuzia nie mogła się doczekać, każda przymiarka kończyła się płaczem, bo już chciała ją założyć;) Po kilku godzinach dobrnęłyśmy do końca i jest!:) Dziecko zadowolone, mama powiedzmy, że też;) Bo oczywiście w trakcie szycia naszła mnie ochota na nową maszynę;) Może kiedyś, a teraz trzeba się „męczyć” na tej którą mam;)

Po przemyśleniach weekendowych wpadłam na pomysł, że może zapytam Was o zdanie, ” Co myślicie o wyrobach hand made tzn o rękodziele ?” Jakoś tak naszły mnie chwile zwątpienia czy jest sens to szyć…i dalej się w to zagłębiać….

hymmm chyba chwilowo wena twórcza mnie opuściła… zmykam się zresetować;) hehe

aaaaaaaaa zapomniałam dodać dzisiaj Dzień Ojca, więc sto lat sto lat tatusiowie;)

Pozdrawiam Was serdecznie do następnego razu..

ObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazekObrazek

Gotowe do wysłania:) Zamówienia do Polski zgodnie z cennikiem poczty polskiej

Zapowiada się dłuugi i męczący weekend więc piszę dzisiaj, żebyście nie musieli na mnie długo czekać;) hehe Oczywiście żartuję i proszę większość moich wypowiedzi tutaj traktować z lekkim przymrużeniem oka;) Tak właściwie piszę, żeby się znowu pochwalić;) Jak wyglądają zapakowane lale, gotowe do drogi? Każda ma swoje wygodne pudełeczko, aby przypadkiem w tej dalekiej drodze w świat nie stało jej się coś nieoczekiwanego i mogącego zagrozić jej bezpieczeństwu;) Pudełka są szare, więc można je w dowolny sposób ozdobić. Np. jak prezent urodzinowy lub jak kto sobie życzy:)

Przedstawiam Wam też jedną z lalek, która właśnie się wybiera do swojego nowego domku, natomiast druga to niespodzianka:)

 

 

SONY DSC

SONY DSC

Mam też dobrą wiadomość dla osób z Polski, jeśli macie ochotę na lalę lub anioła znowu będzie możliwość wysyłki z Polski lub odbioru u mojej mamy:) Po 13 lipca tego roku:) Zostało troszkę czasu a ja chwilowo nie mam zamówień do realizacji, więc jeśli ktoś się zdecyduje dajcie znać na maila lub pv na facebooku:)  Kilka lalek jeszcze mi zostało, więc można również wybrać z tego co jeszcze mam:)

Dzielcie się to miłą nowiną, bo nie wiem kiedy znowu będzie możliwość wysyłki Pocztą Polską…

A ja tymczasem zaczynam weekend i znikam do mojej łobuziary, która z nerwów powyrywała dzisiaj bratki z doniczek, wcale się nie przejęła tym, że jutro przyjeżdżają goście…

Miłego weekendowania życzę Wam 🙂

 

 

Zuzia lalka nieduża:)

Tak sobie szyję i myślę no i wymyśliłam:) Skąd ta moja „faza na lalki”? Odkąd pamiętam lalki wciąż przewijały się w moim życiu…Nie pamiętam dokładnie kiedy dostałam pierwszą lalę, ale patrząc po zdjęciach z dzieciństwa był to bobas i chyba od niego zaczęła się moja wielka miłość do lalek. Jest też kilka anegdotek z mojego życia związanych z lalkami. Jedną Wam opowiem:)

Nie pamiętam dokładnie ile miałam lat, ale pewnie coś ok 4? Byliśmy z rodzicami i rodzeństwem na wakacjach nad morzem. W odwiedziny do nas przyjechał wujek z kuzynkami. Nie pamiętam tego dokładnie, ale podobno bardzo zaczęłam płakać, że chcę wracać do domu, do babci. Wróciłam do domu z wujkiem i pierwsze co zrobiłam? Pobiegłam do pokoju przywitać się z moją lalką:) To akurat pamiętam:D Swoją drogą śmieszne to, że aż tak kochałam lalkę, że byłam w stanie zrezygnować z wakacji nad morzem dla niej;)

Natomiast jak tylko się pojawia temat lalek na rodzinnych spotkaniach, mama do dzisiaj mi przypomina, że moją ostatnią lalkę dostałam jak miałam 12-13 lat? W każdym razie byłam już chyba za duża na lale;) Jednak tak naprawdę ostatnią lalkę sobie kupiłam jak już byłam na studiach;) Tak bardzo mi się spodobał, bobas z kolekcji Anny Geddes, że musiałam go mieć:) Mam go do dzisiaj. Lalka nawet miała swoje imię. A przypomniałam sobie o tym jak już urodziła się moja córka;) Dziwnym zbiegiem okoliczności nazwałam ją tak samo jak moją ostatnią lalkę;) Właśnie Zuzia-lalka nieduża? hehe Jak tak sobie o tym wszystkim myślę, to układa się to w całkiem niezłą historię:) No i teraz się zastanawiam jak się dalej potoczy ta cała przygoda z lalkami? Czy to będzie chwilowe zauroczenie, czy może już tak przy tym zostanę do końca? Pewnie czas pokaże….ale ja oczywiście już chciałabym wiedzieć. Wiem jedno, że miłość do lalek nigdy mi nie minie:)

Tak więc może się wydawać co niektórym to śmieszne, ale rzeczywiście do szycia moich lalek wkładam całe serce i dosłownie jest to „hand made with love”.  Uff, ale się uzewnętrzniłam publicznie;) to do mnie niepodobne, ale co tam raz się żyje… Tym oto pozytywnym akcentem kończę moją wypowiedź i pragnę Wam się pochwalić ostatnimi uszyciami:)

Żegnam was i życzę miłego dłuugiego weekendu.

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Lala stojąca prawie gotowa;)

 

SONY DSC SONY DSC

 

(Właśnie dostałam reprymendę od młodszej siostry za błędy w poście;) hehe cóż tak to jest po całym dniu szycia siada do pisania postów) Swoją drogą nie ma jak to rodzeństwo:) zawsze się do czegoś przydaje. Buziaki dla Was;)

A ja szyję i szyję..i skończyć nie mogę

Tagi

Witam Was serdecznie. Cieszę się, że jest Was coraz więcej i lubicie moje lale, od razu mi weselej i szyć się chce:) Nawet zaczęły się pojawiać częściej zamówienia:) Dziękuję za zaufanie. Jak wcześniej pisałam chwilowo moja szafa jest lalami przepełniona, a szyć wciąż mam ochotę:) Po spidermanie naszła mnie ochota na kolejny eksperyment i nie tylko mnie, bo wyjątkowo moja córcia włączyła się do współpracy. Umówiłyśmy się, że to będzie lalka dla niej;)

Na początku mojej przygody z maszyną uszyłam stojącą lalę, ale niestety gdzieś zaginęła w akcji…hymm ciekawi mnie co się z nią teraz dzieje. Poszła w świat w celu reklamowym i nie wróciła, a czy reklamę zrobiła? Chyba nie…Na szczęście uchowały się zdjęcia:) Jakoś szycie jej nie sprawiło mi wiele przyjemności, denerwowało mnie przymocowanie jej nóg, wciąż latały na wszystkie strony. Jednak troszkę czasu minęło i postanowiłam wrócić do te tego wykroju, zmiksować go troszkę i przy okazji wykorzystać buciki, które grzecznie stoją w magicznej szafie i czekają na swoją kolej:) Co z tego wszystkiego wyjdzie? Hymm okaże się za dni kilka. Dzisiaj doszły nowe włosy dla moich panien, więc może też je wykorzystam? 

W między czasie powstała kolejna lalka przytulanka, oczywiście Zuzanka, nie ma zamiaru jej nikomu oddawać., bo to jej kolejny bejbuś.. Hymm chyba trzeba będzie jej zaadoptować jakiegoś dzieciaka, bo każda lalka jest jej rodzeństwem;)  Fotki nowej lalki przytulanki będą jutro, najpierw musi ją ocenić Pani zamawiająca;)

W celu opróżnienia mojej szafy wystawiłam aukcje, niestety obie dobiegły końca bez pozytywnego rezultatu. Cóż, spróbuję ponownie na innym portalu.  Tym razem na fb w grupie Kupię, sprzedam, zamienię, oddam, przyjmę Nordrhein-Westfalen. Może tutaj coś komuś wpadnie w oko;) Może się powtórzę, ale kto nie próbuje ten nie ma… więc…No, oczywiście ceny lalek do negocjacji..;)

Także, ten, tego jeśli chcecie pomóc koleżance, >pedagożce<,chwilowo;) bezrobotnej,a jakże zapracowanej matce polce na obczyźnie mieszkającej i szukającej swojej nowej drogi, to uśmiecham się do Was serdecznie proszę o rozpowszechnianie informacji o mojej lalkarskiej manii, może ktoś się znajdzie komu akurat brakuje pomysłu na prezent dla matki, żony lub kochanki albo innej koleżanki;) 

łooo, ale reklamę sobie zrobiłam:)

Jejku, ale pokręcony post mi wyszedł, to chyba ze zmęczenia. Zmykam odpocząć i zająć się córką, która jeszcze nie śpi i bawi się w zimę. Ubrała na siebie zimowe rzeczy….hymm najpierw nie mogła doczekać się lata, a teraz chce zimę>?

Zmykam, Pozdrawiam Was wszystkich 🙂

a i foty już wrzucamObrazek

Obrazeks

Spiderman gotowy

Tagi

,

No i jest on, sprawca całego zamieszania 😉 Szycie zajęło mi całe cztery dni i dochodzę do wniosku, że bez hafciarki się nie obędzie przy następnych tego typu eksperymentach 😉 Jak pisałam w poprzednim poście nici zużyłam tyle, że można by upleść całkiem sporą pajęczynę. Swoją drogą teraz żałuję, że mam odruch sprzątania po skończonej pracy i wszystkie skrawki powyrzucałam, bo by się przydały do sesji zdjęciowej gościa;) No a gościu jak to gościu, jest w charakterze moich poprzednich lalek oczywiście posiada cechy spidermana. Jest jedyny w swoim rodzaju i nie wiem czy sama potrafiłabym uszyć go jeszcze raz.) Ok dosyć gadania przedstawiam lalka=pająk mojego autorstwa wyjątkowa i jedyna taka:)

Obrazek

Obrazek

 

ObrazekObrazek

Obrazek

Do następnego razu. Spokojnej nocy

 

Nietypowe zamówienie dla chłopca

Tagi

, ,

Witam Was serdecznie:)

Dzisiaj wyjątkowo zdjęć nie będzie:) ponieważ szykuję niespodziankę, a może zagadkę dla Was. Ostatnio otrzymałam dość nietypowe zamówienie na lalkę dla chłopca:) Jeszcze takowej nie szyłam. Chociaż pamiętam, że na początku mojej przygody z maszyną koleżanka na fb podsunęła mi pomysły na coś dla chłopców. Niestety do tej pory nie odważyłam się nic takiego uszyć. Z drugiej strony chciałam udoskonalić lalki, żeby były takie „moje”:D

Wracając do zamówienia, szyję „lalkę” dla chłopca, dzisiaj minął  drugi dzień i muszę powiedzieć, że jest to dla mnie wielkie wyzwanie, ponieważ mam odwzorować konkretną postać! Pierwsza myśl była taka, że chyba odmówię, ale z drugiej strony, kto nie ryzykuje ten nie ma;) Jak to „matka polka”- prawie nigdy nie odmawia 🙂 Tak więc mam co chciałam, super doświadczenie i obolałe plecy, nadgarstki i palce;) kilometry  kawałków nici, z których można już upleść niezłą pajęczynę;) Może na koniec się przyda;) hehe

Po dwóch dniach powstał korpus z głową i ręce. Na efekt końcowy trzeba jeszcze poczekać i mam nadzieję, że w tym czasie już mi się nic nie popsuje. Bo oczywiście jak na piątek 13-tego ( nie jestem przesądna;)) przystało, musiało się coś zepsuć:/ O 10 rano wszystko zapowiadało się cudownie, warunki sprzyjały, dziecko spało;) Do momentu odpalenia maszyny. Wczoraj musiałam skończyć, bo wydawało mi się, że maszyna się przegrzała i trzeba ją podczyścić i nasmarować po tych wszystkich kombinacjach, ale niestety po owych zabiegach wciąż nie chciała współpracować… W końcu wymieniłam bębenek, wydawało się, że już będzie lepiej, ale wciąż coś ciągnęło… Wymieniałam kolejny bębenek już szło lepiej, ale znowu się zaczęło… Skończyłam na wymianie nici i jakoś poszło…ale większość wykończeń głowy musiałam zrobić ręcznie.Niezła zabawa, polecam wszystkim z anielską cierpliwością… Moja dbałość o szczegóły kiedyś mnie zgubi. Nawet igła ręczna nie chciała współpracować, wbijała się w palce i wyginała…Nie poddawałam się do czasu, kiedy przybiegło moje dziecko i znowu chciało pójść na bal:D

Tak się składa, że właśnie dzisiaj w kalendarzu naszej mieściny widnieje wpis  Königsball 🙂 oczywiście sobie o tym zapomniałam, że to już dzisiaj, „przeszyłam” całą imprezę-parada króla i królowej itd. Dopiero po 19.00 dobiegająca muzyka mi przypomniała, że znowu coś się u nas dzieje;) Swoją drogą zastanawiam się skąd mojemu dziecku się wziął pomysł z balem? Jak to w dniu balu, córka od rana była przygotowana w sukience, jeszcze tylko szybka fryzura i UWAGA-okulary-he?? Jakieś chyba nowe trendy w modzie;) Tak jak szybko poszłyśmy, tak szybko wróciłyśmy:D Bal okazał się dyskoteką dla dorosłych, czego moja 3 letnia księżniczka nie mogła zrozumieć:( Zero atrakcji dla dzieci, zero dzieci ogólnie przy balu to nawet nie stało. No cóż, po walce i tłumaczeniu wróciłyśmy z frytkami;) na podwórko i był bal;) Muzyka grała, zresztą do tej pory gra, aż szyby w oknach trzeszczą;) Dziecko się najadło, potańczyło i poszło spać:) Ciekawe czy jutro też będzie chciała iść na bal…

No,  ja tutaj gadu gadu, a czas ucieka, trzeba iść spać i zbierać energię na walkę z pajęczynami.. Mam  tylko nadzieję, że nie będą mi się śniły pająki;)

Tak więc, dobrej nocy. Kto zgadnie co teraz szyję?;) Odpowiedzi możecie pisać w komentarzach:)

 

 

 

Nowa anielica gotowa

Tagi

 Ufff w końcu udało mi się ją skończyć:) Może nie wygląda na taką, która wymagała dużo pracy, ale cokolwiek zaczynałam do niej szyć kompletnie mi nie wychodziło, tak jak bym miała dwie lewe ręce, albo postawiłam sobie za wysoko poprzeczkę…. Miała mieć na sobie tiulową spódnicę, ale niestety nie wyszła:/ miała też mieć balerinki, jednak również się nie nadawały, niestety zabrakło mi na nie cierpliwości. Myślę, że jeszcze wrócę do walki z balerinami, ale przy innej anielskiej.

„Blondzia” szuka nowego domu, jeszcze do jutra bezpośrednio na maila:pime7@gmail.com. Od jutro ląduje na e-bay

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Niestety albo i stety upałów ciąg dalszy, żyć się nie da, w dzień ok 40 stopni, a w nocy burze! Można oszaleć, nie wiadomo czy siedzieć w domu i się nie ruszać, bo człowiek od samego siedzenia się poci, czy może wyjść na zewnątrz i się smażyć… Ja wybieram chwilowo tą pierwszą opcję, gorzej z moim małym pomocnikiem, wysiedzieć 5 minut nie może. Ostatnio wymyśliła, że jedzie na bal i codziennie się stroi w sukienkę, robi fryzurę-opaska, klamerki od prania i inne wynalazki-, oczywiście makijaż:D No i jedzie. Przy tym śpiewa, a raczej krzyczy sto lat, sto lat itd… Dobrze, że podwórko osłonięte jest od ulicy, bo sąsiedzi by pomyśleli, że dom wariatów;)  Zresztą i tak pewnie już sobie o nas myślą 😀

O to moje dziecko-chyba słońce jej zaszkodziło:)

Obrazek

Co do wczoraj ogłoszonego konkursu, trochę się martwię, że nie ma zainteresowania… Nie wiem czy coś źle opisałam? Czy może proponuję brzydką lalkę? Proszę o opinie, bo nie wiem co mam myśleć?

Zmykam do mojego wariata;)

Do następnego razu:) Pozdrawiam